Vendera - część V: Ratownik

Sir drgon

Vendera - część V: Ratownik

Rozdział V – Ratownik.

Noc była gwieździsta, a pełny księżyc z radością odbijał światło słońca.

Zirgea leżał w swym pokoju w zajeździe w mieście Ferleed należącym do kraju o tejże nazwie. Spał w łożu niezbyt twardym i niezbyt miękkim, można powiedzieć, że w sam raz. Lecz jemu to było obojętne na jakim łóżku miał spać. Jako szpieg spał w wielu miejscach, tak więc spanie pod schodami też nie zrobiłoby na nim wrażenia. Lecz miał pieniądze, a jak wiadomo, pieniądze robią wszystko.

Zegar na wschodniej wieży uniwersytetu Ximenfert wybił pierwszą w nocy. Szpiega obudził ten dźwięk. Wstał z łóżka jedynie w bieliźnie, ubrał się tylko w swoją pobrudzoną białą koszulę i obdarte spodnie o kolorze czarnym. „Muszę wreszcie wyprać te rzeczy – pomyślał Zirgea. – Albo kupię sobie po prostu nowe. Ale to nie teraz. Gdzie jest mój voicator?”.

W pokoju było duszno. Szpieg otworzył okiennicę. „Od razu lepiej” – pomyślał.

Przeszukał szafkę nocną, która stała obok łóżka. Znalazł go w drugiej szufladzie od góry. Był to biały przyrząd przypominający muszelkę. Podmuchał do środka i zaraz cicho zapytał:

- Nirev, jesteś tam?

Po chwili czekania otrzymał odpowiedź.

- Tak – cichy i miły męski głos wydostał się z muszelki. – Jakieś wieści?

- Linda wczoraj ze mną rozmawiała na osobności. Opowiedziała mi, że jest z nimi z przymusu. Od czterech miesięcy. Wcześniejszych wydarzeń nie chciała mi powiedzieć. Wyjawiła mi, że na początku traktowali ją okrutnie. Za nieposłuszeństwo bili. Za próbę ucieczki przywiązywali do konia i prowadzili tak przez kilka dni. Teraz jest posłuszna, lecz nie odzywa się do nich w ogóle. Podczas drogi, gdy wszyscy śpią nie ma jak uciec – jeden z nich stoi na warcie i zmieniają się co godzinę, a podczas postoju w mieście zamykają ją w piwnicy zajazdu bądź oberży, w której się zatrzymują.

- Wiem gdzie jest. Jeżeli mam teraz ją uwolnić, to powiedz. Zrobię to od razu.

Z muszelki nie wydobywał się żaden głos. Zirgea czekał zniecierpliwiony.

- Dobra. Idź ją uwolnić i ruszcie jak najdalej na północ. Uciekajcie przed Wilkami. Nie dajcie się im złapać. Od świtu nie komunikuj się ze mną za pomocą voicatora. Najlepiej niech moja siostra nie dowie się, że jej cały czas szukam. To znaczy… szukałem, bo przecież ją znalazłeś.

- Tak jest. A jak tam u was? Ktoś nowy doszedł do kompanii?

- Nikt nowy nie doszedł, nikt nie odszedł. Wszystko w normie. No dobrze, na pogadankę przyjdzie czas. Ouvera treliad, Zirgea z Inrelgii.

- Ouvera treliad, Nirevie z Ys’ teres.

****

Zirgea schodził cicho i ostrożnie schodami do piwnicy. W lewej ręce trzymał do niej klucz, a w prawej sztylet, na wszelki wypadek. Zszedł na sam dół. Otworzył stare i zniszczone drzwi. Dziewczyna leżąca na podłodze była ubrana w brudną koszulkę, która niegdyś miała kolor biały, i podziurawione spodnie. Rzecz jasna również już brudne.

- Czego chcesz? I kim jesteś? – zapytała gniewnym głosem, w którym słychać było nutę zaspania oraz małą nutkę strachu.

- To ja, Pcyev. I mam zamiar cię uwolnić. Wstawaj. Konie już czekają. Zakupiłem Ci też czyste ubranie.

****

- Dziękuję ci, Tak w ogóle… to czemu mi pomagasz? – zapytała blond włosa szesnastolatka.

- Moje prawdziwe imię brzmi: Zirgea. Za niedługo będziesz wiedziała czemu.

Strzelili lejcami. Konie ruszyły jak dzikie.

****

0 △|▽


Komentarze (2):


Vestrum

niezłe pisz dalej.

Odświeżam!

1 △|▽

  • Sir drgon (+1)

Sir drgon

Znów przepraszam, że nic nie wstawiam, ale brak czasu się objawia coraz bardziej. Kolejny rozdział, jeżeli się uda, będzie w sobotę.

Edit: nie wiem czy pisać dalej. Nikt nie czyta, a ja czasu nie mam. Chyba sam dla siebie napiszę to opowiadanie i możliwe, że jak będzie zakończone, to wkleję je tutaj w całości...

Pozdrawiam.

0 △|▽