Vendera - część II: Padalcożercy

Sir drgon

Vendera - część II: Padalcożercy

Rozdział II- "Padalcożercy"

Była już noc. Nirev wraz z Alser’ em przebyli szmat dogi od Vendery. Przeszli około trzech mil. Ich zapasy były bardzo skromne – bochenek chleba oraz worek śliwek. Swoje nieduże bagaże nieśli na plecach.

Ciemny las rozprzestrzeniał się wokół nich. Wśród drzew znaleźli wolne niewielkie pole, gdzie rozpalili ognisko. Swoje rzeczy odstawili na bok i ułożyli sobie poduszki z liści.

- No dobra, stary… Jutro idziemy dalej. Trzeba odpocząć… - powiedział Nirev.

- Fakt… tak więc dobrej nocy życzę. – odpowiedział Als.

- Nawzajem.

No i zasnęli…

****

Drzewa szumiały, ptaki śpiewały, a wozy jechały.

Przez las przejeżdżały kupieckie karawany. Stukot kół obijających się o kamienie obudził Nireva oraz Alsa. Dwaj przyjaciele szybko wstali i zabrali swoje bagaże…

Szli obok jednego kupieckiego wozu. Woźnica, sprawujący również funkcję handlarza, rozmawiał z Nirev’ em na temat Remerskich sztyletów. Przyjaciel Zakapturzonego szedł obok i przysłuchiwał się rozmowie. Bo jak miał do niej dołączyć, skoro nic o tych ostrzach nie wiedział?

****

- Ściemnia się.

- Konie by nie wytrzymały dalszej drogi. Niestety, trzeba się tu zatrzymać – powiedział Gerich, jeden z dwóch braci Tyrqis, którzy tworzyli broń białą. Byli krasnoldami.

Gerich Tyrqis wraz ze swoim bratem, Fredem Tyrqis, wybierali się do Mer Arev, gdzie zakupili kuźnię. Mieli zamiar otworzyć tam swój biznes.

- Nie ma się co martwić… - powiedział Nirev.

- Mhm, gdyby to było takie proste. – wyraził swe zdanie na ten temat Als. – Jesteśmy obok cmentarza. A co jest na cmentarzu? Trupy. A co jest obok trupów? Padalcożercy, trupojady… Ghule, dla jasności.

- … Bo jutro rano odejdziemy z tego miejsca. Tak sądzę…

Zapadła cisza. Bracia Tyrqis podeszli do wozów i wyciągnęli cztery srebrne miecze.

- Łapcie. To na wszelki wypadek, gdyby te stwory chciały być naszymi gośćmi – powiedział Fred.

- Zdaje mi się, że we czterech ich nie wykurzymy…

Nagle konie dziko zarżały i zaczęły uciekać w pobliski las.

- Oho, chyba nasze strachy wychodzą na świat… Fred, idź po te konie. Biegnijże szybko, cholera. Dogoń je i schowaj w lesie! – krzyknął Gerich.

W powietrzu czuć było zapach trupów. Dzikie dźwięki stawały się coraz głośniejsze. Krasnolud, Zakapturzony oraz Als byli przygotowani na walkę ze stworami. Srebrne miecze błyszczały w blasku księżyca, a trupojady się w nim budziły…

Nagle bronie poszły w ruch i pozbawiły życia niejednego ghula. Padlinożercy upadali na ziemię jeden po drugim.

Nirev popisywał się swymi umiejętnościami we władaniu mieczem i wykonywał przeróżne akrobacje. To piruet, to parada czy też dobijające ciosy. Alsowi tak łatwo nie szło, gdyż miał problemy z opanowaniem broni. Za to Gerich pokazał, że nie tylko kuć miecze potrafi.

Obrona swego życia trwała dość długo, gdyż Fred zdążył złapać konie i schować je wśród drzew i wrócić oraz zacząć walczyć.

Po dwudziestominutowej walce wojownicy byli zmęczeni.

- Cholera jasna… czemu musiało być ich tak dużo?! – marudził zirytowany starszy krasnolud, Gerich.

- Mnie się nie pytaj. Jednak myślę, by nie czekać do rana, lepiej zaprzęgnąć konie oraz wyruszyć w dalszą drogę… - powiedział Als. Nikt nie zaprzeczył…

1 △|▽

  • Pacrhuot (+1)

Komentarze (5):


Moist von Lipvig

              Nagle bronie poszły w ruch i pozbawiły życia nie jednego ghula. Padlinożercy upadali na ziemię jeden po drugim.

Niejednego piszemy łącznie 😉

Dobrze piszesz, muszę Ci to przyznać.

1 △|▽

  • Sir drgon (+1): Dziękuję :)

Sir drgon

Do dziś nie miałem jak pisać kolejnego rozdziału, więc dopiero zacznę. Jakoś na początku tygodnia powinien się ukazać.

Pozdrawiam 🙂

0 △|▽


    Pacrhuot

    Oryginalna nazwa tematu. Ogólnie biorąc - świetne. No, czekamy na kolejne super opowiadania. 🙂

    1 △|▽

    • Sir drgon (+1): Dziękuję. Lecz mam rękę w gipsie więc nie wiem czy uda mi się je szybko napisać :/

    Sir drgon

    Mam złamaną rękę. Prawdopodobnie nie uda mi się szybko napisać kolejnych rozdziałów... Ale postaram się jakoś 🙂

    0 △|▽


      Neterenve

      Ciekawe, ciekawe. Znalazłem mały błąd.

      [cytat]- Co tak długo tego cepa nie ma? – zapytał jedne z nich stojący po prawej stronie drzwi, ubrany w czerwoną koszulkę oraz brązowe, skórzane spodnie.

      Zakapturzona postać biegająca i mordująca ludzi po mieście? Takie trochę Assassin's creed. Ciekawa fabuła i dość dobre opracowanie. Trochę za dużo powtórzeń z ,,Zakapturzona''. Używać możesz także określeń ,,Człowiek w kapturze'' lub ,,Zamaskowany osobnik''. Też będzie chyba ładnie wyglądać.

      Żałuję złamanej ręki tym bardziej, że są wakacje. Sam miałem kilka lat temu podobny problem z nogą i wiem jak się czujesz. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i sprawności fizycznej. 😉

      1 △|▽

      • Sir drgon (+1): Dziękuję :)