Kryminałki - sprawa V

Hepatoil

Kryminałki - sprawa V

Wstał. Miał potwornego kaca po libacji i jeszcze potworniejsze perspektywy.

- Cholewa, przesadziłem z wódą. - powiedział słabym głosem. - I do tego ta centrala telefoniczna i... Ech, co tu dużo gadać. Przewalony dzień.

Po porannej toalecie zastał na stole śniadanie, a do tego kieliszki, butelkę koniaku i kilka specyfików na kaca.

- Niech wam Bóg błogosławi! - zawołał.

W trakcie śniadania zauważył że nie ma pistoletu pod poduszką, a przecież tam go położył. Ktoś mu go zabrał.

- Szkoda. - pomyślał.

Teraz czekało go przesłuchanie. Do pokoju wszedł typ w garniturze.

- Dreptaj za mną, mały przyjacielu. - wybąkał basem.

- Taki duży i taki nieśmiały.

- Zależy do czego. Czy do tańca czy do kielicha, he he.

Wyszedłszy, poszli do schodów. Zaczęła się wspinaczka dwóch ''alpinistów''. Jeden szczupły, nie za niski i przystojny. Drugi wysoki, również szczupły i też przystojny. Kiedy byli w pobliżu drugiego piętra, pan w graniaku oznajmił dostojnie:

- Zaraz wejdziemy w te drzwi. Tutaj mieści się sala przesłuchań.

Wkroczyli na korytarz. Wpakowali się w najbliższe drzwi.

- Dzień dobry.

Jacques rozglądał się za kimś kto wymówił to słowo. Okazał nim się Zenek ze swoimi kumplami.

- Zapraszam. - powiedział Józef.

Usiadł na krześle który był ustawiony przed biurkiem. Za biurkiem, na krzesłach, siedział: agent FBI, podpułkownik i Zenek.

- Co chcecie od mojej osoby.

- Pogadać. - odrzekł Amerykański agent FBI.

- O czym?

- O tym że twój brat, świętej pamięci Karol Monkerie, zginął z rąk bandytów.

W jednej chwili francuz zbladł. Jego twarz była niczym ściana osikana przez psa: lekko żółta z łzami, które ściekając z twarzy, uderzały o podłogę. Zaległa cisza.

- Składam moje kondolencje, wiem jaka to stra.... - chciał bąknąć te słowa Józek ale jego przemowa została gwałtownie przerwana.

- CO TY MOŻESZ DO DIABŁA WIEDZIEĆ CO JAKA TO STRATA, CO? NIE WIESZ CO ON DLA MNIE ZNACZYŁ ! BYŁ WZOREM DO NAŚLADOWANIA, POMAGAŁ MI, ALE WY JAK ZAWSZE....

- O co ci chodzi?

- O to że , kiedy ja miałem dwadzieścia dwa lata, piętnaście lat temu, byłem oficerem w policji, w Marsylii. I co? Była akcja na melinę narkotykową. Wylali mnie za to że ochroniłem własnym ciałem niewinnego człowieka, podczas akcji. Okazało się że mój zwierzchnik był skorumpowany, to był po prostu wyrok mafii! Trafiłem za kraty na rok. Za co? Za narażanie życia kolegów, których nie kryłem. Od tej pory byłem mafiozą. Słynnym ale skromnym. Złapali mnie przed rokiem. Dostałem pół roku i do tego 20 tysięcy grzywny! I to w Polsce, ukochanej, która przyjęła mnie, Francuza. Żyłbym spokojnie po wyroku, w małej wsi na Podkarpaciu. Tydzień temu znalazłem skarb. Mafia okoliczna o tym się dowiedziała. Kazali mi oddać cały skarb.Dostałem czas do namysłu, poszedłem na policję i co? Nic. Zostałem sam! Przyszli po dwóch dniach. Każdego zabili, wszystko rozwalili. Było ich dwudziestu. Pozabijałem sześciu, i lecz i tak zabrali skarb! A obok mieli bazę wypadową, i ja głupi, byłem taki niedyskretny.Podpatrzyli mnie i skończyło się na....

- Zajmiemy się tym.

- Wierzę w to, tak wierzę, tak jak w to że moja babcia to mój dziadek.

Nagle w drzwiach pojawił się człowiek.

- Zenek, proszę na słówko.

I wyszedł.

0 △|▽


Komentarze (3):


Konto do usunięcia

Odświeżam na prośbę założyciela tematu.

Błędy to kilka powtórzeń i interpunkcyjne nie chciało mi się wymieniać sam przeczytaj i je zobacz. Serio ta część mnie nie zaciekawiła sorki.

1 △|▽

  • Hepatoil (+1): szacun dla krytyka

Hepatoil

Dzięki.

@down

thanks, jutro plusik

0 △|▽


    Atelis

    Merry Christmas.

    Odśnieżam.

    0 △|▽