Kryminałki - sprawa IV

Hepatoil

Kryminałki - sprawa IV

Nie bał się. Leżąc na łóżku z pistoletem obok skroni, był pogrążony w zadumie. Zabito mu ojca i matkę, braci i siostry, córki synów. Został mu jeden brat. I to taki który zapomniał o nim. Zemsta? Nie, nie uda mi się. Pójść do zakonu? Wywalą na zbity pysk. Stać się jednym z nich? Odpada? A więc co? Jaki sens ma życie?

Takie i inne pytania zadawał sobie, patrząc w ścianę. Mieszkał w chacie, obok lasu. Został sam jeden, jeden z całej osady. Mieszkanie w którym się znajdował, należało do niego. Piwnica, pater, pięterko i do tego zagospodarowany strych. Dom miał odpadający tynk, który odsłonił stare pustaki. Dwa stare samochody a raczej ich zwęglone wraki, zostały budą dla psa, który przedwczoraj umarł.

A typ nadal myślał. Po co ja to zrobiłem? Byłeś głupi! Skarb ukradli, wszystkie prawa i wszystkie dziewczyny, zostały pogwałcone. Nawet pies przez ich psy. Ale co zrobić? Uchlać się czy zabić? Co ja...

Z zamyślenia wyrwał go huk. A to co zobaczył za oknem było co najmniej dziwne.

3 helikoptery, mnóstwo ludzi a nawet czołgi. Do tego każdy człowiek uzbrojony albo za kierownicą jakiegoś pojazdu.

Tymczasem drzwi zostały wywalone podmuchem eksplozji. A w drzwiach ukazał się Zenek z Józkiem i agentem FBI.

- Ruchy! Lecimy po zemstę! - krzyknął Zenek.

- Że co? - odparł facet.

- A to! Resztę obgadamy później, szybko.

- Co się tu dzieje?

ŁUBUDUBUUU! Wybuch bomby zagłuszył przekleństwa Zenka.

- Akcja antynarkotykowa! Ruchy!

I chcąc nie chcąc wolał iść. Mimo że śmierć była by dla niego wybawieniem, teraz mu się jej odechciało. Nie opierając się, wsiadł do wozu opancerzonego. Pojechali wśród akompaniamentu trzasków, ryków i wybuchów.

Leżąc w łóżku myślał o wszystkim i o niczym.

- O co im chodzi? - pomyślał. Był kompletnie zdezorientowany.

Do pokoju wkroczyła ekipa złożona z Zenka, podpułkownika i amerykańca z FBI. Porozsiadali się byle gdzie. Jeden w nogach łóżka, drugi na taborecie odsapnął a jeszcze inny na kanapie siadł. Hunerliewicz wyjął koniak z kieszeni, a z reklamówki, kanapki.

- Nie chcę gadać - zakomunikował nieznajomy.

- Niestety, musisz, sprawa jest i rodzinna i ogólnie światowa. - rzekł Józef

- Mam to głęboko w nosie.

I przekręcił się na bok. Zenek pokręcił z dezaprobata głową. Pokój w którym się znajdował miał owalne sklepienie, dwa okna, stolik, taboret, kanapę, spore łóżko i dwa krzesła.

- Ale po co ten cyrk? - zapytał się gostek. Jednocześnie odkręcił się w ich stronę.

- Ty jesteś Robert Germalie, John Alberston, Lucjan Fomer i Jacques Monkerie? - odparł odpowiedzią Amerykański agent.

- Znacie moje nazwiska? Wszystkie? No brawo, pieski, brawo! Wywąchaliście? A ciebie jak zwą. - odpowiedział kpiącym tonem. - Bo na obroży nie masz wywieszki z imieniem...

- Jestem Henry Celis, agent FBI.

- Buahahaha

Niedoszły samobójca spadł z łóżka na miękki dywan. Zaczął się śmiać i tarzać. Zenek skwitował to wymownym ruchem oczu w sufit.

- Jak my pieski to on kotek pośród kocimiętki. - skwitował to wydarzenie Celis.

W końcu ''kot'' wstał i usiadł na łóżku. Jego twarz nagle pokryła się rumieńcem.

- Gdzie jest kibel? - zapytał grzecznym tonem.

- Prosto i na końcu w drzwi na lewo, te obok których jest doniczka z sporą rośliną. - odrzekł John.

Nie odpowiedział ale wystrzelił prostu ku drzwiom.

- Czopku! - ryknął z uśmiechem na ustach Hunerliewicz. Przecież to centrala telefoniczna!

- ZEMSTA! - powiedział John.

Kilka chwil później rozległ się krzyk. Okazało się że cały dywan na korytarzu był uwalony a co dopiero centrala telefoniczna. Okazało się że Jacques od razu pochylił się do tyłu, zdjął spodnie i usiadł na biurko pewnej damy, głuchy na wszystko i skutki były opłakane.

1 △|▽

  • Endorfiny (+1)

Komentarze (5):


Konto do usunięcia

Piwnica, pater, pięterko i do tego zagospodarowany strych. Dom miał odpadający tynk, <

Dwa stare samochody a raczej ich zwęglone wraki, zostały budą dla psa, który przedwczoraj umarł. <

A typ nadal myślał. Po co ja to zrobiłem? Byłeś głupi! <

Jeden w nogach łóżka, drugi na taborecie odsapnął a jeszcze inny na kanapie siadł. Hunerliewicz wyjął koniak z kieszeni, a z reklamówki, kanapki. <

Hunerliewicz wyjął koniak z kieszeni, a z reklamówki, kanapki. << poco przecinek przed kanapkami??

Okazało się że cały dywan na korytarzu był uwalony a co dopiero centrala telefoniczna <

Jeszcze kilka błędów interpunkcyjnych, ale ich nie wymieniłem.

Przy okazji odświeżam i czekam na CD

1 △|▽

  • Hexagram (+1)

Hepatoil

Nogi łóżka czyli jego dolna część.

0 △|▽


    Hexagram

    No, no muszę przyznać, że chędogie :P

    0 △|▽


      Resvean

      Zapraszam do wyboru.

      PS - Fajne ;)

      0 △|▽


        Hexagram

        A ja pozwolę sobie zareklamować innym moje wypociny

        0 △|▽